Testowanie możliwości chmieli aromatycznych

Jakiś czas temu zrobiliśmy z paroma członkami WIPu (Fisz, Prałat, Krtex) degustację koncerniaków chmielonych na zimno różnymi granulatami. Mamy kilka ciekawych wniosków, ale może od początku…

W czasach piwnej rewolucji, która dosięgła i Polskę, nastąpił wysyp wszelakiego rodzaju odmian chmieli. Początkowo największą popularnością cieszyły się odmiany amerykańskie, głównie ze względu na intensywny aromat cytrusowy i/lub żywiczny. Z czasem uwaga piwowarów zaczęła kierować się na Australię i Nową Zelandię, gdzie uprawia się chmiel nadający piwu aromat egzotycznych owoców. Powoli jednak także kontynentalne odmiany zyskują rozgłos – w Niemczech wyselekcjonowano odmianę Mandarina Bavaria, której cytrusowy aromat ponoć wyprzedza chmiele zza oceanu; polskie odmiany chmielu też zyskują na znaczeniu. Dzięki tak licznym chmielowym propozycjom na rynku piwowar może dostać zawrotu głowy. Jak wybrać tę właściwą? Która odmiana nada mojemu piwu oczekiwany aromat? Najczęściej oczywiście stosuje się metodę prób i błędów. Piwowar wybiera dany chmiel sugerując się opisem, jaki stworzył sklep, a następnie warzy piwo z wykorzystaniem owego surowca. Oczywiście rezultat zależy od tak wielu czynników, że często ciężko wywnioskować czy uzyskany efekt, to zasługa/wina odmiany chmielu czy może przepisu lub samego sposobu warzenia. W przypadku piw chmielonych tylko jedną odmianą chmielu, tzw. „single hop”, aromat otrzymany w danym piwie jest już w stanie więcej powiedzieć. Niestety trzeba mieć wiele czasu (i pieniążków), żeby w ten sposób przetestować możliwości większości aromatycznych chmieli dostępnych w sklepach. Jest jednak prostszy, szybszy i tańszy sposób…
Jeden z członków WIPu – Fisz, podczas spaceru po „internetach” natrafił na dość ciekawą stronę (http://www.bertusbre…-bud-light.html). Idea eksperymentu, który na niej opisano, dotyczy chmielenia na zimno tanich piw z koncernów, tzw. „koncerniaków”. W skrócie wygląda to tak: wybieramy jakiegoś bezsmakowego, bezzapachowego euro-lagera o ekstrakcie ok. 10-12% (w naszym kraju nadają się do tego takie piwa jak: Żubr, Harnaś, Tatra „żółta”, Warka, Tyskie, Perła, itp.), schładzamy piwo, otwieramy, do środka wrzucamy 1 g aromatycznego chmielu w granulacie, kapslujemy piwo i czekamy kilka dni (3-7). Przy cenie jednego piwa ok. 2 zł koszt przetestowania danego chmielu znacznie maleje (uwarzenie piwa single hop w obj. 20 L, to koszt min. 25 zł). Poza tym takie piwo nie idzie na zmarnowanie – otrzymujemy podrasowany lager, który możemy wypić samemu lub poczęstować nim kogoś, kto takie rzeczy pija na co dzień i zapach cytrusów czy też owoców egzotycznych uważa za miły dodatek. Zebraliśmy się więc w kilka osób: Mesive, Prałat, Fisz i Krtex; i przeprowadziliśmy test chmieli jakie akurat mieliśmy na stanie. Każdy z nas kupił kilka butelek taniego euro-lagera, niestety w wyniku błędów w organizacji kupiliśmy różne piwa (Piast, Okocim jasne, Harnaś), ale umówmy się – wszystkie smakują tak samo Następnie każdy z nas wrzucił 2 g wybranego granulatu – w pierwotnym teście używano co prawda ilości dwukrotnie mniejszej, ale na koniec zasugerowano, że większy dodatek może dać jeszcze lepszy aromat. Podrasowane koncerniaki trzymaliśmy w miarę możliwości w chłodzie (balkon/lodówka) przez 7-14 dni – ciężko było się ustawić na degustację. Testowane chmiele to: Mosaic, Citra, Sybilla, Fuggles, East Kent Golding (EKG), Lubelski, Perle, Bobek (trzyletni), Target, mix (Target + Perle + Bobek).

chmielenie koncerniaków

W końcu pełni nadziei przystąpiliśmy do otwierania…

chmielenie koncerniaków
Mimo dość mocnego schłodzenia niektórych butelek, zawartość każdej z nich kończyła w ten sam sposób – w misce (radzimy zaopatrzyć się w podobny model). Drobinki chmielu stanowią wspaniałe ośrodki kondensacji gazowych bąbelków, których w euro-lagerach jest całkiem sporo (doprawdy weizen nie powstydziłby się takiego wysycenia). Po lekkim uchyleniu kapsla piwo zamienia się we wstrząśniętego szampana, ewentualnie w mix coca-coli i mentosów, i wypływa spienione porywając za sobą chmiel – tak ładnie zbity wcześniej na dnie. Na szczęście z każdej butelki udało nam się odratować min. pół szklanki płynu, oficjalne zwanego piwem, i zdegustować – oczywiście dla dobra nauki i przyszłych pokoleń. Niektóre próbki pachniały tak ohydnie, że żaden z nas nie dał się namówić na ich spróbowanie.

chmielenie koncerniaków

A oto nasze wrażenia (jak przystało na Degusturbatorz Team opisy są dosyć barwne i miejscami wzniosłe):
1. Mosaic:
– Prałat: aromat: napój multiwitamina (tani, kiepskiej jakości), kwiaty działkowe; smak: multiwitamina, jeszcze tańsza niż w zapachu
– Fisz: aromat: PETUNIE I BEGONIE, LIŚCIE!
2. Sybilla:
– Fish: aromat: siano.
3. Citra
– Mesive: aromat: cytrusy, skórki limonki, trochę trawy cytrynowej; smak: makulatura przełożona liściem laurowym
– Prałat: aromat: cytryna, limonka; smak: limonka
4. Fuggles:
– Krtex: aromat: korzenie roślin wyrywane w szklarni po zroszeniu ziemi wodą ze szlaucha (węża ogrodowego) lub rozgotowana brukselka; smak: przyjemnie uszlachetnił lagera, ale nie wiadomo czym
5. Lubelski:
– brak danych – prawdopodobnie zapach był jałowy, więc nie kusił, aby zdegustować
6. EKG:
– brak danych – patrz „Lubelski”.
7. Perle:
– Mesive: aromat: trawa wyciągnięta z ziemi; smak: wyciągnięta trawa z ziemi zdeptana przez pielgrzymkę uderzającą na Częstochowę (autor opinii wie jak pachnie taka trawa)
8. Bobek (trzyletni) – gwóźdź programu:
– Prałat: smak: karton (chmiel ma trzy lata), pieprz, sosna; zapach: sosna, świeży, PIEPRZ!!! (opinia Lepszej Połówki), ROZGRYZIONE ZIELE ANGIELSKIE (ALLSPICE)
– Fisz: w smaku karton posypany ziemią.
9. Mix:
– aromat: obiecująco ziemisto-korzenny; smak: nijaki (brak danych co do autora opinii).
10. Target:
– aromat tak bardzo paskudny, że nikt odważny, kto by chciał tego spróbować, się nie znalazł.

WNIOSKI:

  • metoda chmielenia koncerniaków na zimno może być z powodzeniem wykorzystana do testowania chmieli aromatycznych. Jeśli jesteś odważnym piwowarem, to szczerze i gorąco ją polecamy.
  • nie należy przesadzać z chmielem, gdyż grozi to niekontrolowanym wydostaniem się piwa na zewnątrz podczas jego otwierania – zalecana dawka testowa, to 1 g granulatu na butelkę
  • nie sprawdzano jakie efekty dałoby chmielenie w ten sposób szyszką
  • zaleca się przetrzymywanie butelek chmielonych w ten sposób przez cały czas trwania eksperymentu w lodówce lub w warunkach chłodniczych, koniecznie w pozycji stojącej (kapslem w górę!)
  • po zakapslowaniu butelek z chmielem powinny być trzymane od 3-7 dni – być może kiepski aromat w przypadku niektórych chmieli był spowodowany przekroczeniem przez nas tego okresu
  • jeśli ze słodów masz tylko pilzneński i nie wiesz co uwarzyć, a poza tym masz sporo różnych aromatycznych chmieli, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zrobił kompletnie bezsmakową kopię euro-lagera, na której to potem przetestujesz swoje surowce i w ten sposób nie wydasz pieniążków na War-nasio-tat-erłę

chmielenie koncerniaków

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opracowania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Testowanie możliwości chmieli aromatycznych

  1. Adu pisze:

    Petunie i Begonie również były moja opinią 😉 A lepszą połówką to ja na pewno nie jestem 😉 Mam nadzieję, że wpadniecie na równie głupi pomysł niedługo i będę mogła być świadkiem 🙂

  2. Przemysław pisze:

    Efekt jaki otrzymaliście w przypadku sybilli ja otrzymałem w pierwszej warce (Pale ale) chmieląc na zimno Lubelskim, z tą różnicą, że raczej była to trawa niż siano. Wtedy (jakieś 7 warek temu) uznałem to za fajny i ciekawy aromat. Potem próbowałem tej sztuczki przy Red American Ale, łącząc lubelski z odmianami amerykańskimi (cascade, amarillo, centennial i parę innych), ale efekt był dużo gorszy.
    Aromaty utlenienia wyszły od otwarcia i ponownego zamknięcia butelki sądzę. Trochę inaczej pewnie było by dodać chmiel do warki, ale też nie o to chodziło 🙂

    • Mesive pisze:

      Wydaje mi się, że aromaty utlenienia były w piwie obecne już wcześniej (co raczej zdarza się dosyć powszechnie w piwach tych marek). Nie sądzę, żeby piwo utleniało się w tydzień. Poza tym po otwarciu piwa ciągle ulatywał z niego CO2, więc raczej wypychał powietrze, z którym piwo mogłoby mieć kontakt.

  3. Arturos43 pisze:

    Sam robię piwo kraftowe już jakiś czas.. Chciałbym kiedys uzyskać coś w podobie smaku jak Perła. Niesamowicie mi smakuje, a przecież to kupne. Chyba mam wyrzuty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *